Wiadomości

stat

(Bez)ruch lotniczy. Prezes lotniska: Podniesiemy się

Co najmniej do 11 kwietnia ruch lotniczy w kraju jest wstrzymany.
Co najmniej do 11 kwietnia ruch lotniczy w kraju jest wstrzymany. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

- Nie sądzę, byśmy latali mniej. Trochę potrwa, zanim wrócimy do tego pułapu sprzed epidemii, ale to trochę tak jak z wypadkiem samochodowym. Chwilę po nim na drodze jesteśmy bardziej uważni i ostrożni. Ale z czasem strach znika. Podobne zjawiska na rynku lotniczym już zresztą przerabialiśmy. Czy to po ataku na WTC w 2001 r., czy po wybuchu wulkanu wiosną 2010 r. Za każdym razem się podnosiliśmy. Teraz też tak będzie - mówi Tomasz Kloskowski, prezes Portu Lotniczego w Gdańsku, o sytuacji związanej z epidemią koronawirusa i tym, jak może ona zmienić branżę lotniczą.



Czy koronawirus zmieni twoje podejście do podróżowania samolotami?

Zobacz wyniki (1659)
Tomasz Kloskowski
Tomasz Kloskowski fot. Trojmiasto.pl
Trojmiasto.pl: Do 11 kwietnia z powodu epidemii koronawirusa przestrzeń powietrzna nad Polską jest zamknięta. Jak wygląda teraz życie lotniska, gdy niemal wszystkie samoloty są uziemione?

Tomasz Kloskowski, prezes Portu Lotniczego w Gdańsku: - Inaczej niż zwykle. Nie działają usługi wokółlotniskowe, sklepy, wypożyczalnie samochodów, parkingi. Ale to nie oznacza, że lotnisko nie działa. Funkcjonujemy w okrojonym zakresie, bo wciąż każdego dnia obsługujemy loty Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, pracowników latających na platformy wiertnicze i przede wszystkim samoloty cargo. To trzy loty dziennie, ale niezwykle ważne, bo najczęściej zaopatrzenie szpitali odbywa się właśnie drogą lotniczą, co wobec ograniczeń na drogach czy kolei jest w sytuacji epidemii sprawą kluczową. To w tej chwili jedyny kanał nieprzerwanych dostaw.

Na płycie postojowej zrobiło się tłoczno.

- W tej chwili pełnimy funkcję "parkingu" dla 22 samolotów naszych przewoźników, ale jesteśmy w stanie przyjąć jeszcze 20-30 dodatkowych maszyn. Te samoloty nie stoją bezczynnie. Pozostają w gotowości i co kilka dni wzbijają się w powietrze na "kilka kółek" nad Trójmiastem.

Jak uziemienie samolotów przekłada się na finanse portu i relacje między lotniskiem a przewoźnikami i pozostałymi kontrahentami?

- Tak jak wszyscy w tych dniach, szukamy oszczędności tam, gdzie to możliwe. Ale nikogo nie zwalniamy. Renegocjujemy umowy, bo - tak jak nasi partnerzy - zostaliśmy pozbawieni dochodów. Tam, gdzie to możliwe, szukamy też redukcji kosztów, ale podkreślam - wykorzystujemy w tym celu tylko miękkie narzędzia. Część załogi pracuje zdalnie, część jest na urlopach, jeszcze inni korzystają z opieki nad dziećmi. Z natury jestem optymistą, więc mam nadzieję, że wyjdziemy z tego cali.


Kiedy pana zdaniem sytuacja zacznie wracać do normy?

- Oficjalnie ruch wstrzymano do 11 kwietnia, ale myślę, że może to potrwać do maja. Liczę, że w maju niebo nam się otworzy, ale trzeba pamiętać, że ruch lotniczy nie będzie wracał do normy równomiernie w całej Europie, bo każde państwo wprowadzało ograniczenia w różnym czasie. Jedni zrobili to szybciej, inni później. I tak np. żeby przywrócić połączenie między Gdańskiem a którymś z miast Wielkiej Brytanii potrzebna jest otwarta przestrzeń zarówno u nich, jak i u nas.

Jak może wyglądać rynek lotniczy po tym kryzysie?

- Tego nie wie nikt, bo nikt nie wie, jak długo przerwa potrwa. Na pewno jednak będą bankructwa niektórych przewoźników. Inni zdecydują się na restrukturyzację, która w czasach dekoniunktury jest łatwiejsza, bo można tłumaczyć, że pewne działania są wymuszone sytuacją nadzwyczajną. Upadek jednych będzie jednak szansą dla innych, pewnie pojawią się nowi przewoźnicy, choć siatka połączeń, którą znaliśmy do tej pory, pewnie się zmieni. Jak bardzo? To zależy od skali nadchodzącej dekoniunktury, jaka nas czeka.

Osobiście lubię trudne czasy, bo to pokazuje, jak dana firma jest silna, czy ma dobre podstawy i jak była do tej pory zarządzana. Mniejsze porty lotnicze pewnie będą miały większe obawy, bo gdy dany przewoźnik będzie musiał ciąć jakieś połączenia, to oszczędności będzie szukał w małych portach, a nie większych.

Lotnisko ma poduszkę finansową, z której może teraz skorzystać. W bilansie podsumowującym ubiegły rok chwalił się pan w styczniu 50 mln zł zysku.

- To środki, które wypracowywaliśmy latami. Właśnie dzięki rządom twardej ręki. Nie wydawaliśmy tych środków na niepotrzebne cele. Na razie jesteśmy spokojni. Będziemy chcieli przez to wszystko przejść suchą stopą.


Co z trwającymi budowami pirsubiurowca Aplha w ramach Airport City?

- Budowa obu obiektów trwa i nie jest zagrożona. Przygotowanie i realizacja tych inwestycji to proces długoletni. Finansowanie obu inwestycji jest zapewnione, więc w tym zakresie nie ma żadnych obaw ani zmian.

Pewnie będzie trudno o powtórzenie rekordowego roku pod względem obsłużonych pasażerów. W 2019 r. licznik zatrzymał się na 5 mln 376 tys. pasażerów.

- W tej chwili to kwestia bez znaczenia i w ogóle się nad tym nie zastanawiam. Wiadomo, że w tym roku na rekord nie ma co liczyć.

Pokusi się pan o prognozę, jak koronawirus może wpłynąć na nasze dotychczasowe przyzwyczajenia związane z podróżami samolotem?

- Nie sądzę, byśmy latali mniej. Trochę potrwa, zanim wrócimy do tego pułapu sprzed epidemii, ale to trochę tak jak z wypadkiem samochodowym. Chwilę po nim na drodze jesteśmy bardziej uważni i ostrożni. Ale z czasem strach znika. Podobne zjawiska na rynku lotniczym już zresztą przerabialiśmy. Czy to po ataku na WTC w 2001 r., czy po wybuchu wulkanu wiosną 2010 r. Za każdym razem się podnosiliśmy. Teraz też tak będzie.

Opinie (232) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Sprawdź się

Wybierz poziom

Za co odpowiedzialne są bakterie?