• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Kombinowanie, piżamy i bilingi nauczycieli. Zdalna nauka okiem rodzica

Magdalena
13 maja 2020 (artykuł sprzed 2 lat) 
Opinie (144)
Od blisko dwóch miesięcy nauka w szkołach odbywa się zdalnie. Program jest realizowany, tylko czy uczniowie naprawdę sumiennie się uczą? Nasza czytelniczka ma co do tego wątpliwości. Od blisko dwóch miesięcy nauka w szkołach odbywa się zdalnie. Program jest realizowany, tylko czy uczniowie naprawdę sumiennie się uczą? Nasza czytelniczka ma co do tego wątpliwości.

Od blisko dwóch miesięcy szkoły działają zdalnie. O tym, jak uczniowie odnajdują się w tej nowej rzeczywistości i jak naprawdę wygląda nauka online, opowiedziała w liście do naszej redakcji Magdalena, której dzieci uczęszczają do szkoły podstawowej i liceum.



Czy wyręczasz dziecko podczas zdalnych zajęć w szkole?

W XXI. wieku fakt prowadzenia nauki online nikogo nie powinien dziwić - skoro mamy taką możliwość, to dlaczego z niej nie korzystać? Moje dzieci już wcześniej korzystały z tego rozwiązania, podczas nauki języków obcych czy korepetycji. Ze znakomitym skutkiem. Dlatego do pomysłu Ministerstwa Edukacji Narodowej, aby nauka odbywała się w sieci, podeszłam bardzo entuzjastycznie. Czas pokazał, że mój entuzjazm okazał się przedwczesny i zdecydowanie przesadzony.

Zawsze znajdą wymówkę



Polak potrafi kombinować, a dzieci w tym kombinowaniu są mistrzami, dlatego już pierwszego dnia mieliśmy do czynienia z prawdziwym festiwalem kreatywnego migania się od nauki. "Proszę pani, słuchawki mi nie działają, internet wolno chodzi, strona mi się wiesza, nie mogę się zalogować" - uczniowie podobnymi wymówkami rzucali jak z rękawa. Wiadomo, że czasem problemy techniczne się zdarzały, ale w klasach moich dzieci większość z nich była wyssana z palca. Skąd to wiem? Bo dzieci w czasie e-lekcji równolegle prowadzą ze sobą ożywioną dyskusję na komunikatorach. I tam pomysłami na miganie się od nauki się przechwalają.

Nauka języków obcych online



Rodzice w piżamie, prywatne zdjęcia nauczycieli



W początkowym okresie zdalnego nauczania największym hitem był obraz z kamerek internetowych. Bo fakt, że dziecko prowadzi naukę, nie oznaczał, że cała rodzina sobie to zakodowała. Funkcjonowano więc normalnie, a obraz tej codzienności, pojawiający się za plecami uczniów, obserwowała cała klasa. Rodzice przechadzający się w piżamach czy bieliźnie, kłótnie rodzeństwa, rozmowa z kolegą z pracy, naszpikowana siarczystymi przekleństwami - po dwóch tygodniach dzieci już nawet nie zwracały na to uwagi.

Wpadki zaliczali też nauczyciele. Jedna pani, dla przykładu, do tej pory nie nauczyła się ustawiać spotkania na prywatne, więc co jakiś czas wpadają na lekcje jakieś przypadkowe dzieci. Inna udostępniła dzieciom swój ekran, zapominając, co na tym ekranie aktualnie miała. No i na nic się zdały miesiące ukrywania płomiennego romansu z kolegą wuefistą.

Nie jest lekko



Wiele mówi się ostatnio o zaangażowaniu rodziców w naukę zdalną. O tym, że muszą wejść w rolę nauczycieli i opracowywać materiał z dziećmi. W przypadku tych młodszych być może tak jest. Ja mam syna w VI klasie podstawówki i córkę w II klasie liceum. Dzieci trafiły mi się wyjątkowo ambitne, więc radzą sobie same, choć nie jest im łatwo. Nie chodzi już nawet o zakres przerabianego materiału, ale o jego ilość. W przypadku córki problem nie jest aż tak duży, bo nauczyciele wykazują się dużą rozwagą - realnie oceniają możliwości uczniów, starają się uatrakcyjnić zajęcia. Czasem, kiedy uczniowie sygnalizują, że z czymś sobie nie radzą, poświęcają więcej czasu na przerobienie jakiegoś materiału.

To natomiast, co dzieje się w szkole syna, to jakaś kpina! Dyrektor wywiera presję na nauczycielach, a oni na dzieciach. Radę daje tylko pani od matematyki, która sumiennie prowadzi lekcje na udostępnionym uczniom zdalnym ekranie. Reszta lekcji to porażka. Z reguły wygląda to tak, że nauczyciel rzuca temat i daje uczniom karty pracy, które mają sami wypełnić. Pracy jest tyle, że mój syn siedzi nad nimi do późnego wieczora. Zadania domowe dzieci dostają codziennie, na każdej lekcji, nawet na wuefie. Śrubę podkręcili też nauczyciele plastyki i techniki - o ile wcześniej dzieci robiły prace w domu raz na ok. 3 tyg., teraz mają je zadane na każdej lekcji. Przeciążony wypełnianiem kart pracy dzieciak siedzi więc do późnego wieczora, rysując obrazek w perspektywie kulisowej, którego zdjęcie ma później wysłać nauczycielowi plastyki. Inna sprawa, że wszystkie przybory plastyczne syn trzyma w szkolnej szafce. Kiedy nastąpił lockdown, nie mieliśmy w domu nawet kredek, żeby taką pracę narysować.

Statystyki a efektywność



Dyrektor szkoły pęka z dumy, bo nauczyciele pracują jak roboty i mogą wykazać się wynikami. Zgodnie z nakazem dyrekcji prezentują bilingi, z których wynika, że dużo i często kontaktują się z dziećmi. Tylko jak te statystyki przekładają się na efektywność nauczania? Nijak!

Lekcja matematyki. Na udostępnionym ekranie jeden z uczniów rozwiązuje zadanie. Pani szczęśliwa, a uczniowie śledzą w innym okienku, jak ten uczeń, który rzekomo rozwiązuje zadanie, ogrywa w jakąś grę online kolegę z ławki. Sprawdzian z polskiego - uczniowie słyszą w słuchawkach "wyprowadź chociaż psa, bo następnym razem sam sobie będziesz ten sprawdzian pisał". Dźwięk odpalanej konsoli podczas lekcji to już norma. Uczniowie nawet się z tym nie kryją, nie wyłączają mikrofonu.

Praca zbiorowa



W początkowym okresie nauczania online zdarzało się, że najzdolniejsi uczniowie robili zadania domowe z tygodniowym wyprzedzeniem, po czym dawali reszcie do spisania, żeby wszyscy mieli święty spokój i mogli np. pograć razem w internecie. Teraz to się już nie zdarza, bo pracy jest tak dużo, że nawet ci najzdolniejsi, którzy sumiennie podchodzą do nauki online, się nie wyrabiają. Tych mniej sumiennych - których jest zdecydowana większość - wyręczają rodzice bądź starsze rodzeństwo.

Kursy dla uczniów przygotowujące do egzaminów


Pomysł nauczania online nie jest zły. Jest znakomity - mamy XXI wiek, więc to zrozumiałe, że korzystamy z możliwości, jakie nam daje postęp technologiczny. Dzieci, które w szkole miały problemy adaptacyjne, psychicznie odpoczęły. Uczą się chętniej. Pod warunkiem jednak, że dyrekcja szkoły i nauczyciele zachowają zdrowy rozsądek, jak to ma miejsce w liceum, do którego chodzi moja córka. Jeśli dyrekcja organizuje wyścig szczurów, jak to jest w przypadku szkoły, do której uczęszcza mój syn, cały trud idzie na marne. Nauczyciele stawiają nierealne wymagania, dzieci są sfrustrowane i znerwicowane, a rodzice nie mają innego wyjścia, jak je wyręczać. Mamy prowizorkę, która przynosi więcej szkody niż pożytku. Te dzieci kiedyś wrócą do szkoły i okaże się, że przez te miesiące pracy zdalnej nie zrobiły żadnego postępu. Dyrektorowi na otarcie łez zostaną bilingi, statystyki i znakomite oceny, na jakie zapracowali sobie rodzice uczniów.
Magdalena
Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie. A my z radością nagrodzimy najciekawsze teksty biletami do kina lub na inne imprezy odbywające się w Trójmieście.

Opinie (144) 10 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • W usa sobie odpuscili zdalne nauczanie do wrzesnia (5)

    Wlasnie ze wzgledu na stres i brak rownych szans dla wszystkich (lacza, komputery, sprzet, warnunki w domu).... heh

    • 49 13

    • (1)

      rodzina ekipy rządzącej nie potrzebuje umiejętności ani wykształcenia, aby obsadzać dobrze płatne synekury - reszta niech zamknie mordy, weźmie kredyt i zmieni pracę

      • 9 1

      • no patrz jakbym słyszal Bronka Czesia....

        • 0 3

    • W USA i Kanadzie taki system działa od 50 lat w wielu stanach i prowincjach

      • 2 0

    • USA i równe szanse dla wszystkich. Niezły żart. Ilu bogatych, a ilu biednych rozpoczyna naukę na Harvardzie?

      • 3 1

    • Pierdu, pierdu.... Dzieci koleżanki, która mieszka w NY mają normalne zdalne nauczanie. Do tego pierwszoklasistce podczas lekcji muszą towarzyszyć rodzice, więc zostaw sobie te bajeczki dla swoich dzieci na dobranoc.

      • 8 0

  • Czas wracać do normalności. (1)

    Ta chora rzeczywistość nikomu nie służy. Mieli 2 miesiące na ogarnięcie się, dozbrojenie służby zdrowia i zabezpieczenie newralgicznych miejsc, wystarczy! Inaczej zarówno ze służby zdrowia jak i z innych dziedzin działalności publicznej zostaną zgliszcza bo po prostu na nic nie będzie pieniędzy. Wtedy dopiero będzie wesoło!

    • 69 17

    • Śląsk będzie przykładem jak się przygotowali.

      Logiczne jest, że powinien być wyizolowany, skoro w reszcie kraju wygasa. Ale zobaczymy.

      • 17 0

  • Pic na wode z tej nauki

    Robia z dzieci jeszcze wieksze androidy niz sa. Swiat zmierza do sytuacji jakie pokazywali w filmach ScFi.

    • 44 16

  • (18)

    Nie narzekam na zdalne nauczanie. Mam wreszcie okazje skierowac uwage dziecka na wazne tematy jak jezyk obcy i polski czy matematyka i zignorowac tzw michałki jak nauka pisma technicznego na technice czy analiza dziel Vivaldiego. Szkola 77 w Gdansku, do ktorej chodzi poszla na latwizne ograniczajac sie jedynie do zasypywania skrzynki wiadomosciami z zadaniami do wykonania. Z poczatku mnie to zdenerwowalo, ale po uplywie czasu widze w tym taka zalete, ze dziecko nie traci czasu na wyklady o cyklu rozwojowym dzdzownicy. Prosze nie odbierac mojego wpisu jak ataku na nauczycieli. Musza nauczac wg narzuconego programu, nawet jesli wiedza, ze czesciowo jest glupi. Duza czesc zadan z michalkow odrabiam za dziecko ograniczajac jedynie jego udzial do przeczytania lub obejrzenia filmu o zagadnieniu, bo wole zeby w tym czasie odpoczal tak jak mu sie podoba lub nauczyl sie kilku slowek po angielsku. Jesli w przyszlosci zainteresuje go jakis pominiety temat, to majac podstawowa wiedze z angielskiego, czy umiejetnosci logicznego myslenia i wyslawiania sie wyniesione z polskiego, matematyki czy fizyki, sam ja zdobedzie znacznie szybciej niz obecnie.

    • 43 61

    • (3)

      A znaki diakrytyczne to pewnie też "michałki".

      • 17 4

      • (1)

        Czepialski niech najpierw napisze po co mu to "A" na poczatku zdania? Moglby tez uzyc znaku zapytania na koncu zdania pytajacego skoro tak dba o poprawnosc.

        • 5 7

        • Mnie uczeń pytał na co mu ten cały rysunek techniczny, skoro i tak inżynierem nie zostanie

          Minęło kilka lat i dziękuje mi, bo pracuje na tokarce i dzięki znajomości rysunku technicznego on dostał pracę a nie kolega. Teraz czyta rysunki lepiej ode mnie.

          • 4 0

      • michalki

        • 1 0

    • toć on nawet nie będzie wiedział co go ominęło...

      • 5 0

    • nie wiem czemu tyle minusów (2)

      dobrze napisał ten rodzic

      • 6 10

      • (1)

        Minusy sa stad, ze nakladziono ludziom do glow, ze im wiecej wiesz tym lepiej. W teorii tak, ale wiedzy jest tyle, ze nie sposob cala ja przyjac, a duza czesc wiedzy dla przecietnego czlowieka jest przydatna jedynie do krzyzowek. Wiec w praktyce trzeba wybierac wiedze przydatna i taka, ktora jest z roznych powodow interesujaca. Reszte mozna pominac.

        • 6 6

        • skąd wiesz, że ty ocenisz najlepiej? Nie tylko sucha wiedza jest ważna, ja uważam, że muzyka czy nauka pisania jest też ważna i nie do pominięcia

          • 3 2

    • no chyba że akurat by wolał być kiedyś biologiem (4)

      wtedy, michałkiem, cyklu rozwojowego dzdżownicy juz byś nie nazwała

      • 6 1

      • (1)

        Dla kogos, kto dobrze zyje ze zbierania szyszek (taki przejaskrawiony przyklad, pierwszy z brzegu) szyszkologia bedzie bardzo wazna i kazdy powinien sie uczyc o szyszkach. Ale taki szyszkolog pewnie jest jeden na wojewodztwo.

        • 2 1

        • ale z biologii żyją już dziesiątki tysięcy

          dlatego uczy jej się w szkole. O ile wiedza o szyszkach może być już specjalistyczna to wiedza ogólna z biologii już taka nie jest i warto by znali ją wszyscy. Potem może mniej będzie cymbałów negujących wartość szczepionek, albo krągłość świata - bo jakaś mamusia uznała że wiedza z geografii jej informatycznemu omnibusowi jest niepotrzebna.

          • 2 0

      • (1)

        Chodzi o to zeby szkola dala Ci narzedzia do nauki na przyszlosc. Czyli nauczyla obecnego lingua franca, ktorym jest angielski i nauczyla logicznego myslenia na lekcjach polskiego i matematyki. Z takim przygotowaniem bedziesz w stanie nauczyc sie sam o dzdzownicy jak przyjdzie na to pora. Obciazanie umyslu dziecka taka wiedza jest marnowaniem jego potencjalu.

        • 4 2

        • wymieniłeś najważniejsze przedmioty, podczas gdy dziecko jest w stanie wytrzymać jeszcze kilka innych

          po co ograniczać, kiedy wiedza z biologii nie jest zbyt wyrafinowana na tym poziomie. Daje natomiast dobre rozeznanie i pozwala dzieciaka zainteresować. Jak mu dasz tylko matmę i polaka to nawet nie będzie wiedział że mógłby lubić co innego. Wiedza z biologii na tym etapie jest tak prosta że aż szkoda o tym nie powiedzieć.

          • 2 0

    • (1)

      Drogi Rodzicu! Te tak zwane "michałki" to rozwój emocjonalny i duchowy, równie ważny w życiu jak języki czy liczenie.

      • 6 2

      • Nie przecze, ale nie rozumiem po co ich tyle i po co sa z nich oceny. Wazne przedmioty powinny byc na ocene, a reszta na zaliczenie.

        • 2 0

    • (2)

      kaligrafia jest b. ważna dla rozwoju mózgu, nie wiesz, to poczytaj o tym zamiast krytykować kaligrafię i Vivaldiego

      • 7 2

      • (1)

        Takich waznych rzeczy mozna uzbierac tysiace. Problem w tym, ze nie ma czasu zeby wszystkie je ogarnac.

        • 2 0

        • To chociaż w ramach ,,analizy" Vivaldiego,

          posłuchajcie sobie wspólnie jakiś jego utwór- choć kilkanaście minut. Może w ramach relaksu leżąc na kanapie?
          Obcowanie z pięknem jest bardzo ważne dla człowieka, dla jego rozwoju.

          • 2 0

  • Cecha narodowa: narzekanie (3)

    Same marudy tutaj:

    Nauczanie online to porażka, za dużo zadają/za mało zadają, dzieci nic nie robią/dzieci przemęczone

    Ale jak 25 maja będzie powrót do szkół to histeria wszystkich gwarantowana.

    • 77 14

    • Polak wieczny maruda pozdrawiam

      • 8 1

    • Nie martw się (1)

      Jak rząd otworzy szkoły 25 maja to prezydenci Sopotu i Gdańska od razu zaprotestują i ogłoszą że dadzą radę przygotować szkoły na 26 czerwca

      • 6 2

      • Hahahaha.....

        • 0 0

  • Dlatego wyczekujemy powrotu do szkół (6)

    Czekają dzieci, uczniowie i nauczyciele. Miejmy nadzieje, ze uda się jeszcze przed wakacjami!

    • 26 48

    • Taaaaaaaaaaa (2)

      Dzieci oczekują hahaha
      Dzieci się modlą by do szkoły już nie wrócić chyba że 22 czerwca

      • 16 6

      • Moje dzieci tęsknią za szkołą (1)

        szczególnie ósma klasa- codziennie pytanie: kiedy w końcu pozwolą nam wrócić? Chcą się spotkać, rozmawiać z kolegami, ale też normalnie uczyć.

        • 10 7

        • Oby rząd nie pozwolił

          Bo im jest smutno, o nie, lepiej pójść do szkoły i spotkać się z kolegami i zarazić się tym syfem bo im jest smutno

          • 9 10

    • mam nadzieję, że nie, po co , żyby poszli w miasto? Co zrobia w ciągu 1 miesiąca, jak sie ich rozmieści, gdzie ławki jednoosobowe?

      I jesze kawasaki. A moze jeszcze strajk nauczycieli jak w zeszłym roku? Trzeba dzieci sklasyfikować i we wrześniu do nauki!!!!!

      • 6 2

    • Tylko, że wszyscy mówia nie ma wirusa- sciema wracajmy do normalności. Ale nauczyciele się boja i nie chca wracac do pracy- na zwolnienia pójdą. Muzea się nie pootwierały, pracownicy się boją. Przychodnie zamknięte, bo boja sie wirusa !! To w końcu skoro mówicie,że wirusa nie ma to czego się boicie ??? !!! Mówicie do roboty, odmrażajcie gospodarkę, a jak Wam pozwalają wrócić to nie chcecie !!! Zastanówcie sie o co Wam chodzi? Kasę brać na państwowej posadce i nic nie robić??? !

      • 1 4

    • I urzędnicy to samo-pozamykali się !!!

      • 2 0

  • (3)

    Zdalne nauczanie w szkołach i na uczelniach to medialna fikcja pokazująca, że wszystko jest pod kontrolą.

    • 30 16

    • Jak ta fikcja się skończy to wszyscy będą narzekać że się skończyła.

      • 8 1

    • potwierdzam - zdalne nauczanie to jedna wielka ściema, tak jak wszystko w wykonaniu obecnie rządzącej kliki - jedno wielkie marnotrawstwo wszystkiego

      • 5 3

    • W te 2 mce nauczylem dziecko rozbiorow zdan, obliczania objetosci bryl i napoczelismy troche wyrazenia algebraiczne. Do tego troche wiedzy z angielskiego, ktorej nie potrafie opisac bo za slabo znam ten jezyk, ale wystarczajaco zeby zauwazyc, ze rozumie wiecej z filmow czy jakis krotkich historyjek z internetu. No i dziecko w koncu zaczelo uzywac komputera do powazniejszych zadan niz tylko do grania i ogladania youtuba. W szkole niby jest informatyka, ale sprowadzala sie glownie do grzebania w paincie albo grania w jakies gierki online. W domu dziecko wreszcie nauczylo sie uzywac skanera, drukarki, pracy "w chmurze", szukania informacji, itp. Nie uwazam tego czasu za stracony. Szkola niestety ograniczyla sie jedynie do zalania skrzynki zadaniami do samodzielnego wykonania. Przypuszczam, ze pojedynczy nauczyciele nie maja na to wplywu i nawet jesli by chcieli to nie moga prowadzic tajnych kompletow bo moga sie narazic na utrate pracy. Niemniej jednak nieoficjalnymi kanalami mozna sie dogadac. Szkoly powinny zainsteresowac sie metodologiami prowadzenia projektow IT, ktore moga byc przydatne w nauczaniu. Zdalne nauczanie powinno byc utrzymywane w szkolach nawet po powrocie do normalnego trybu dla dziecki, ktore sa z roznych powodow w domach (np chore).

      • 9 1

  • Opinia wyróżniona

    Bez przesady (2)

    Jak moje dziecko ma lekcje to zamyka się w pokoju i nikt w bieliźnie nie spaceruje, nauczyciele też normalnie się zachowują. Nie ma żadnych kart pracy tylko normalne zadania i prace domowe.

    • 101 16

    • Gorzej, jak dziecko nie ma własnego pokoju, bo dzieli go z rodzeństwem. Nie wszyscy mają warunki

      • 32 1

    • u nas też

      No właśnie , u nas jest podobnie. Na pewno nie każda szkoła, nie każdy nauczyciel prowadzi lekcje online, ale nie znaczy to, że wszyscy leżą w piżamach. U mnie również wstają rano po 7:00 i o 8:00 są już po śniadaniu, przy komputerze. Fakt, też mam dla każdego pokój i komputer, więc nie ma problemu. Nauczyciele spisują się fantastycznie, a może to zależy od Dyrektora ? Wszystko działa jak należy, w każdej z trzech szkół do których moje chodzą. Są zadowolone, zdobywają oceny i zgłaszają się jak zawsze, a więc nic się nie zmieniło.

      • 11 2

  • Opinia wyróżniona

    Z jakością nauczania on line jest bardzo różnie. Są nauczyciele ( zdecydowana mniejszość) którzy świetnie odnaleźli się w nowej sytuacji i należy im się pochwała i bonus. Pracy zdecydowanie więcej niż w szkole ale czy w głowie więcej zostaje szczerze wątpię. Kart pracy do wypełnienia i odesłania jest tyle, że nie ma czasu na przemyślenie treści. Realizacja podstawy programowej to raczej fikcja natomiast dzięki epidemii moje dzieci (10 i 12l. ) stały się bardziej samodzielne, świetnie radzą sobie z komputerem, uczą się zarządzać czasem i planować prace. Nie zawsze jest to perfekcyjne ale gdyby nie ta sytuacja nie nauczyły by się tego tak szybko.

    • 64 3

  • Pani z artykułu ma niesamowitą zdolność do oceniania wszystkich i wszystkiego, jednak zapomniała o jednym i najtrudniejszym, o ocenie własnej osoby. Czemu nie oceńcie siebie tak łatwo jak oceniacie innych?

    • 40 10

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Wystawa o kosmosie "Kosmopark"

wystawa, warsztaty

Szekspir: Rozgrzewka!

improwizacje, teatr dla dzieci, warsztaty, spotkanie

Pomorskie Forum Solidarności Klimatyczne

projekcje filmowe, debata, forum

Ogłoszenia polecane

Sprawdź się

Sprawdź się

Wybierz poziom

Sosna zwyczajna: