Szkoła muzyczna? Nie dajmy się zwariować!

Uczestnicząc w koncertach familijnych czy edukacyjnych najmłodsi mają okazję nie tylko posłuchać muzyki, ale również poznać wykonawców i obejrzeć z bliska instrumenty. To z pewnością ułatwi im podjęcie decyzji o ewentualnym podjęciu nauki gry.
Uczestnicząc w koncertach familijnych czy edukacyjnych najmłodsi mają okazję nie tylko posłuchać muzyki, ale również poznać wykonawców i obejrzeć z bliska instrumenty. To z pewnością ułatwi im podjęcie decyzji o ewentualnym podjęciu nauki gry. fot. Łukasz Unterschetz/Trojmiasto.pl

Szkoła muzyczna, ognisko czy nauczanie indywidualne? Należy posłać dziecko na zajęcia jak najwcześniej, czy może zaczekać, aż samo wyjdzie z inicjatywą? Motywować i zachęcać, czy odpuścić z nadzieją, że samo będzie pracowało systematycznie? Podobne pytania właśnie teraz, kiedy prowadzona jest rekrutacja do szkół muzycznych, zadaje sobie wielu rodziców. Choć nie znaleziono złotego środka, warto mieć na uwadze, aby nasze własne ambicje nie przysłaniały potrzeb i oczekiwań dzieci, bo zamiast rozbudzić w nich pasję, możemy im wyrządzić nieodwracalną krzywdę.



- I co, denerwujesz się egzaminem? - zapytałam 6-letnią Basię, która przygotowuje się właśnie do egzaminu do szkoły muzycznej.

- O jejku, nie wiedziałam, że trzeba - odpowiedziała zakłopotana dziewczynka.

Każdy chce dla swojego dziecka tego, co najlepsze, a że zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami na temat tego, jak pozytywnie na rozwój naszych pociech wpływa edukacja muzyczna, najlepszym wyjściem wydaje nam się posłanie ich do szkoły muzycznej. Do państwowej, jak wiadomo, dostać się nie jest łatwo, co dodatkowo potęguje stres:

- Tę całą nerwówkę nakręcają najczęściej sami rodzice, którzy tak bardzo chcą, aby ich dziecko zostało wirtuozem, że oblany egzamin traktują jak swoją własną, życiową porażkę - mówi Justyna, nauczycielka rytmiki. - Czasem podczas egzaminu dzieci są tak wystraszone, że musimy nad nimi solidnie popracować, żeby się otworzyły na tyle, abyśmy mogli sprawdzić ich predyspozycje.

Zapytałam mamę wspomnianej Basi o to, czy w razie niezdania egzaminu, ma jakiś plan awaryjny.

- Nie ma takiej potrzeby, bo zda na pewno - zapewniła. - A co, może uważasz, że Basia jest głupsza od innych dzieci? - obruszyła się.

Chciałam dopytać, co ma (nie)zdany egzamin do inteligencji dziecka, ale koleżanka była w swoich poglądach tak stanowcza, że jakakolwiek dyskusja nie miałaby sensu.

Państwowa szkoła muzyczna, od kiedy sięgam pamięcią, była "rozrywką" zarezerwowaną dla "elit". Pamiętam, jak podczas spotkania z rodzicami uczniów klas pierwszych, dyrektor szkoły muzycznej, do której uczęszczałam, gratulował przyjęcia do tak zacnego, elitarnego grona. O tym, że jesteśmy "wyjątkowi" i "unikatowi" (często padało słowo "lepsi"), przypominano nam na każdym kroku przez cały okres nauki.

Dziś prowadzi się liczne działania mające na celu upowszechnienie edukacji muzycznej. Odnoszę jednak wrażenie, że ten cały egalitaryzm jest pozorny. Teoretycznie, do nauki gry na instrumencie zachęcani są wszyscy, którzy mają ku temu predyspozycje. Oferta jest niezwykle bogata i wcale nie musi to być droga rozrywka, ponieważ poza państwowymi szkołami muzycznymi, bezpłatną edukację zapewnia chociażby wiele domów kultury. Jeżeli kogoś na to stać, może posłać dziecko do szkół prywatnych czy zorganizować nauczanie indywidualne - hulaj dusza!

W praktyce o wszystkim decydują rodzice, a ci kierują się przekonaniami, jakich nabyli w dzieciństwie. Z najnowszymi badaniami naukowymi, które traktują o zbawiennym wpływie edukacji muzycznej na rozwój dziecka, są na bieżąco, a jednak interpretują je tak, jak im wygodnie. Najważniejsze, zgodnie z zasadą "płacę, więc wymagam", są dla nich spektakularne postępy w nauce i aby to osiągnąć, są gotowi do największych poświęceń.

Niepubliczne czy prywatne szkoły i ogniska muzyczne, których formuła pozwala rozwijać talenty i pasje w tempie dostosowanym do możliwości i umiejętności dziecka, zyskują na popularności.
Niepubliczne czy prywatne szkoły i ogniska muzyczne, których formuła pozwala rozwijać talenty i pasje w tempie dostosowanym do możliwości i umiejętności dziecka, zyskują na popularności. fot. archiwum Szkoły Music Fun

Przypomina mi się, jak kilkanaście lat temu odwiedziłam francuskich znajomych. Wiedząc, że sama jestem muzykiem, poprosili 10-letnią córkę o zaprezentowanie swoich umiejętności gry na pianinie. W pierwszej chwili byłam skonsternowana, bo dziewczynka, po 4 latach nauki, grała tak, jak uczniowie polskich państwowych szkół muzycznych po 2 miesiącach. Chciałam nawet zwrócić znajomym uwagę na fakt, że są oszukiwani przez nauczyciela - przecież to skandal, żeby po czterech latach nauki nie było postępów! Kiedy jednak przyjrzałam się małej Margot, tak szczęśliwej, kiedy mogła grać dla publiczności, zrozumiałam, że nie o spektakularne postępy tu chodzi, a o przyjemność z wykonywania muzyki.

To właśnie ta radość z obcowania z muzyką jest kluczem do sukcesu, o czym doskonale wiedzą choćby na zachodzie Europy czy w obu Amerykach. Tak, jak radzą naukowcy, dzieci mają od najmłodszych lat kontakt z muzyką, ale odbywa się to nieco inaczej niż w Polsce. Oczywiście nie wszystkie trafiają do konserwatoriów, gdzie kształci się wirtuozów, wiele z nich natomiast uczy się gry na instrumentach w "normalnych" szkołach ogólnokształcących. Większość szkół ma własne chóry i orkiestry i żadnemu dziecku nie odmawia się możliwości dołączenia do nich tylko dlatego, że jest mniej utalentowane niż inne.

W Polsce możliwości kształcenia maluchów jest mnóstwo, warto jednak, abyśmy popracowali nad naszą mentalnością. Zastanówmy się zatem, czy posyłając dziecko do szkoły muzycznej, nieważne, jak utalentowane by nie było, spełniamy jego oczekiwania, a nie wyłącznie własne ambicje.

- Mój syn, choć pochodzi z rodziny o muzycznych tradycjach, nie chciał się uczyć grać na żadnym instrumencie, więc go nie zmuszałam. Dziś tego żałuje, ale przecież nigdy nie jest za późno, żeby to nadrobić. Sama uczę grać na skrzypcach dorosłą kobietę i nawet się nie zastanawiam się, czy ona w ogóle ma słuch. Po prostu narysowałam jej takie progi, jakie posiada gitara i jakoś sobie radzi - śmieje się jedna z gdańskich skrzypaczek.

Inna zdecydowała się uczyć dziecko gry na fortepianie, ale nie w szkole muzycznej:

- Moja córka ma słuch absolutny i jest bardzo utalentowana, ale z natury dość niecierpliwa, dlatego szkoła muzyczna byłaby dla nas obu udręką. Wolę, kiedy uczy się grać tego, co lubi i we własnym tempie.

Trzecia z gdańskich skrzypaczek, którą poprosiłam o rozmowę, zdecydowała się posłać dzieci do szkoły muzycznej:

- Przyznaję się, że byłam tą matką, której bardzo na tym zależało - śmiała się. - Na szczęście obie córki również podzielały mój entuzjazm i właśnie teraz, kiedy rozmawiamy, jestem z jedną z nich na konkursie.

Jak zatem rozpoznać, którą ze ścieżek muzycznego rozwoju powinno obrać nasze dziecko, szczególnie w sytuacji, kiedy sami nie mamy doświadczenia muzycznego? Najlepiej jak najwcześniej umożliwić mu kontakt z muzyką i po prostu obserwować, a jeśli będziemy mieli problem z rozpoznaniem jego potrzeb, zapytać o radę osoby prowadzące zajęcia umuzykalniające.

Warto również zabierać dzieci na warsztaty organizowane podczas różnego rodzaju imprez miejskich oraz festiwali (udział w większości z nich jest bezpłatny). Nasza pociecha nie tylko pobawi się w gronie rówieśników, ale przy tym kreatywnie spędzi czas, a my, rodzice, skonfrontujemy jej umiejętności z umiejętnościami rówieśników.

Nie katujmy dzieci muzyką klasyczną, jeśli widzimy, że mają na nią alergię. Pozwólmy im muzycznie  poszukiwać, eksperymentować, a nawet błądzić. A jeśli ciężko je wyciągnąć do filharmonii, zorganizujmy wspólny wypad na Globalticę czy Mozartianę.
Nie katujmy dzieci muzyką klasyczną, jeśli widzimy, że mają na nią alergię. Pozwólmy im muzycznie poszukiwać, eksperymentować, a nawet błądzić. A jeśli ciężko je wyciągnąć do filharmonii, zorganizujmy wspólny wypad na Globalticę czy Mozartianę. fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl

Jeśli natomiast nie dostanie się do państwowej szkoły muzycznej, a rwie się do grania, nie załamujmy rąk i nie rozpaczajmy, tylko poszukajmy alternatywy. Są jeszcze szkoły prywatne, ogniska muzyczne, zajęcia w domach kultury, dziecięce zespoły muzyczne czy kościelne schole. Pamiętajmy, że edukacja muzyczna wpływa korzystnie na rozwój tylko wtedy, kiedy dziecko gra dla przyjemności, a nie z przymusu. Jednego uszczęśliwi wielogodzinne szlifowanie etiud Szopena, dla innego szczytem możliwości okaże się zagranie ulubionej melodii jednym palcem na fortepianie. Jeszcze inny w ogóle nie będzie chciał grać, nawet wówczas, jeśli będzie nieziemsko utalentowany, co nie znaczy, że nie będzie chciał grać w przyszłości:

- Mój syn rozpoczął naukę gry na altówce w wieku 15 lat w ognisku muzycznym. Egzaminu do szkoły nie zdał, bo ze względu na mutację nie był w stanie zaśpiewać wymaganej piosenki. Jego postępy w nauce były jednak tak wielkie, że rok później przeniesiono go do szkoły muzycznej II stopnia, którą ukończył w cztery lata - wspomina Renata. - Dziś jest studentem akademii muzycznej, obok altówki gra również na gitarze i saksofonie, śpiewa i komponuje.

Wróćmy jednak na chwilę do nadchodzących egzaminów do szkół muzycznych. Pamiętajmy, że ich wyniki często nie są miarodajne, bo talentu i predyspozycji dziecka nie da się sprawdzić podczas kilkuminutowego przesłuchania. Z drugiej strony, brak słuchu muzycznego czy poczucia rytmu nie uniemożliwia dziecku rozwijania muzycznych pasji, dlatego warto poszukać alternatywy na miarę jego możliwości. Nie katujmy również dzieci muzyką klasyczną, jeśli widzimy, że mają na nią alergię. Pozwólmy im muzycznie poszukiwać, eksperymentować, a nawet błądzić. Jeśli jest im to pisane, to prędzej czy później wrócą na właściwe tory, a tutaj czas nie gra roli, bo choć warto rozpocząć naukę gry na instrumencie jak najwcześniej, to jednak nigdy nie jest na to za późno.

Opinie (101) 3 zablokowane

  • Chętnie się dowiem jakie to cudowne efekty przynosi edukacja muzyczna, skoro wiadomo o tym na zachodzie Europy i w OBU Amerykach (w Azji jest inaczej?).

    Moim skromnym zdaniem w tym czasie opanować dodatkowy język i zadbać o kulturę fizyczna, bardziej się przyda niż skrzypce.

    • 46 123

  • Rodzice płacili za naukę gry na instrumencie przez 8 lat aż w końcu jeden z nauczycieli powiedział, że to strata czasu, bo dziecko nie ma talentu muzycznego, nie ma słuchu. Dla mnie nauka ta była katorga, droga przez mękę. Żadnej zabawy z kolegami, koleżankami na podwórku. Po powrocie ze szkoły najpierw balet, gimnastyka artystyczna, angielski, basen, nauka gry i tak przez 6 dni w tygodniu!!! Stracone dzieciństwo. Dlatego moje dzieci nie uczą się gry na instrumentach, nie biegają na naukę języka dodatkowo, nie chodzą na różne extra zajęcia. Dzieciństwo jest ich, a nie zaspokojenie chorych ambicji rodzica.

    • 121 26

  • Dziwny tekst.

    Bardzo amatorski tekst. Autor nie rozumie, że bardzo wiele dzieci chce i ma talent. A głuchego na rower i kupić piłkę za 10 PLN.

    • 39 57

  • chce bo wyczuwa ambicje rodziców...

    chce im się przypodobać, ot i cała tajemnica. Gra na instrumentach to w tych czasach może być tylko takie sobie hobby coś jak jazda na rowerze, chleba z tego nie będzie. A czy to jakieś bardzo przydatne, pewnie tak, ale jeszcze bardziej rozwijające i przydatne w przyszłym dorosłym życiu byłoby przeczytanie przez dziecko jakiejś ciekawej i mądrej KSIĄŻKI.

    • 12 12

  • Tekst ugryzł więcej niż jest w stanie przeżuć. Na pewno ogólna edukacja muzyczna jest niezbędna. Gdyby nie zaniedbano tego elementu, wtedy być może transmisje koncertów na ekranie w filharmonii byłby rzeczą nie do pomyślenia. Publiczność byłaby wymagająca i być może Gdańsk byłby znany w europie z czegoś więcej niż tanie piwo, łatwe d*pcie i wspomnienia Niemców z dzieciństwa.
    Może wyraziłem się brutalnie, ale coś mi się zdaje, że zdecydowanej większości "czytelników" nie zrobi to różnicy, a wręcz nie narazi na dysonans poznawczy.
    Co do samego kształcenia przyszłych wirtuozów, to w redakcji trójmiasta nie ma osób, które mogłyby pisać na ten temat kompetentnie. To znaczy tak, żeby można było dowiedzieć się z artykułu czegoś, czego się nie wie....

    • 53 4

  • Ja akurat jestem wdzięczna swojej rodzicielce, że popchnęła mnie w kierunku muzyki w tak młodym wieku. Po kilku latach zaczęłam się stawiać, ale teraz doceniam jej i własne starania.

    • 38 4

  • Sedno

    Moje dziecko dziś już dorosły człowiek również miało możliwość korzystania z radosnego dzieciństwa.Pianino kupiło z własnych funduszy i chodziło na lekcje kiedy samo zdecydowało,że chce. Kiedy sięgam pamięcią do czasów w których chodziłam do dwóch szkół jednocześnie podstawowej i muzycznej włos jeży się na głowie.Dzieci chcą sprostać wymaganiom rodziców. Nerwica jakiej nabawiłam się w tej "elitarnej"szkole muzycznej to pamiątka na całe życie. Tresura. Szkoda, bo dziś mogłabym czerpać przyjemność ze swojego talentu a tak mam tylko koszmarne wspomnienia.

    • 39 8

  • wielu muzyków pracuje w zawodzie. nie jest łatwo, ale to kwestia ogarnięcia się, nie każdy żyje kasą.

    • 17 2

  • też tak miałam, z ambicji rodziców pokończyłam szkoły, a i tak pracuję w innym zawodzie, który sama sobie wybrałam. jednak czas szkoły wspominam całkiem dobrze, miałam fajnych kolegów, klimat w szkole był w porządku (na Gnilnej jakiejś patologicznej tresury nie było), no i w porównaniu z paniką przed egzaminami z instrumentu żaden późniejszy stres egzaminacyjny nie mógł się równać :P ostatecznie nie żałuję.

    • 15 0

  • przesada jest zła, ale ja akurat żałuję, że w dorosłym życiu muszę nadrabiać języki. nie miałam też okazji nauczenia się gry w tenisa czy jazdy na nartach. i mam skoliozę, bo nie chodziłam na basen :P
    ale i tak wolę moich zapracowanych rodziców, niż Twoich nadgorliwych...
    z dzieciakami trzeba znać umiar. zorientować się najpierw co je interesuje, a nie pchać na siłę.
    pozdrawiam

    • 22 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Arena Mówców
Arena Mówców
wykład, konferencja
mar 28
poniedziałek, g. 9:00
Gdynia, Gdynia Arena
Festiwal Konopny
Festiwal Konopny
spotkanie, targi
sty 29-30
sobota - niedziela, g. 12:00
Gdańsk, Polsat Plus Arena Gdańsk
Festiwal Piwa, Wina i Cydru
Festiwal Piwa, Wina i Cydru
degustacja, spotkanie, targi
sty 29-30
sobota - niedziela, g. 12:00
Gdańsk, Polsat Plus Arena Gdańsk

Sprawdź się

Sprawdź się

Wybierz poziom

Fale morskie powstają na Bałtyku w wyniku: