Szkoły z historią: II LO w Gdyni

Najnowszy artukuł na ten temat Szkoły z historią: I LO w Sopocie

Zobacz, jak wyglądały lekcje gimnastyki dziewcząt i jakie filmy oglądali uczniowie na wagarach.


Do szatni uczniowie chodzili na czworakach, na wagary do nieistniejącego już kina, a eksperymentalne lekcje łyżwiarstwa szybkiego odbywały się na skutym lodem boisku. W kolejnym odcinku cyklu "Szkoły z historią" prezentujemy dzieje II Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni zobacz na mapie Gdyni.



Czy łączy cię coś z II LO w Gdyni?

Zobacz wyniki (400)
Miała smukłą figurę i rude włosy. Wielu uczniów czekało, aż pojawi się w szkole i zmiękczy serce nauczyciela chemii.

- Miała na imię Basia i była wiewiórką. A że profesor bardzo troszczył się o wiewiórki, uczniowie to wykorzystywali. Kiedy Basia siadała na parapecie, stwierdzali, że koniecznie trzeba ją nakarmić i że najlepsza będzie drożdżówka. Profesor przytakiwał i zdarzało się, że grupa szła po drożdżówkę do pobliskiego sklepu - uśmiecha się Mariusz Szymański, absolwent II LO w latach 70. ub. wieku.

- Chemia w "Dwójce" była jednak na wysokim poziomie - zastrzega prof. Romuald Cwilewicz, absolwent z lat 50. - Wkuwania było dużo, ale za to później, przez pierwszy semestr na Politechnice Gdańskiej praktycznie nic nie trzeba było robić.

Ilu absolwentów, tyle wspomnień. Choć większość zgadza się w jednym: mieli pod górę. Dlatego dawniej podczas wspinaczki ulicą Wolności robili sobie przerwę na oranżadę z ciemnozielonych butelek, a dziś na colę. Szkołę wybudowano bowiem na sporym wzniesieniu. W zimie 1950 r. ruszyła w jej kierunku nietypowa karawana. Przez gdyńskie ulice wędrowały krzesła, stoliki i szafy. Nie było pieniędzy na wynajęcie firmy, więc uczniowie musieli wziąć przeprowadzkę w swoje ręce.

- Częściowo przenosiliśmy szkołę na własnych plecach, tak sobie zażyczył pan Hanasz, który miał pod swoją opieką pracownię pełną najróżniejszych sprzętów. Nie pamiętam do czego służyła pracownia, pamiętam tylko, że sprzęty były wybitnie nieporęczne. Za to droga między starym a nowym budynkiem była bardzo przyjemna, trzeba było tylko pokonać górkę gramoląc się leśną ścieżką. W związku z tym pewna część dobytku Hanasza została porzucona po drodze w krzakach - wspomina satyryk Jacek Fedorowicz.

- Budynek był wtedy w stanie surowym. Korytarze szkolne lastryko, w klasach gdzieniegdzie klepki i jeszcze wyślizgane schody, po których świetnie można było jeździć na laczach - dodaje Apoloniusz Łysejko, znawca latarni morskich.

Wyskok, winda i śrut nad głowami

Tak niegdyś wyglądał gmach, w którym mieściło się między innymi Prywatne Gimnazjum Męskie.
Tak niegdyś wyglądał gmach, w którym mieściło się między innymi Prywatne Gimnazjum Męskie. źródło: „Gdynia. Miasto z morza i marzeń"
Uczniowie przed szkołą w 1946 r.
Uczniowie przed szkołą w 1946 r. repr. zdj. z kroniki II LO w Gdyni
Budynek II LO przy ul. Wolności.
Budynek II LO przy ul. Wolności. repr. zdj. z kroniki II LO w Gdyni
"Dwójka" stawiała także na gimnastykę.
"Dwójka" stawiała także na gimnastykę. repr. zdj. z kroniki II LO w Gdyni
Choć budowę nowego budynku szkoły zakończono w PRL-u, prace rozpoczęto jeszcze przed wojną. Matematyk Józef Niemiec jeszcze w listopadzie 1938 r. zadbał o wmurowanie kamienia węgielnego pod nowy obiekt.

Niemiec był dyrektorem Prywatnego Gimnazjum Męskiego nr 803 Towarzystwa Szkoły Średniej w Gdyni. Mieściło się w gmachu Szkoły Handlu Morskiego. A że Gdynia szybko się rozwijała i przybywało uczniów, z czasem szkoła przekształciła się w I Prywatne Gimnazjum i Liceum Męskie.

Placówka miała jednak do dyspozycji tylko jedno piętro i nadbudówkę w gmachu przy ul. Morskiej. Podjęto więc decyzję o budowie nowej siedziby. Realizację przerwała wojna, a po jej zakończeniu lekcje wznowiono w dotychczasowym budynku.

W szkole przemianowanej na Państwowe Gimnazjum i Liceum Męskie brakowało tablic, map i podręczników. Znoszono więc z miasta do sal lekcyjnych wszystko, co mogło się przydać w nauce. Podobnie jak w Państwowym Gimnazjum i Liceum Żeńskim przy ul. Czołgistów, które powołano do życia w 1945 roku. Poza brakiem sprzętów dziewczęta zmagały się też z samym budynkiem.

- Zły rozkład izb, brak sali gimnastycznej, małe, zimne korytarze. Podłogi w klasach i na korytarzach zrobione były z czerwonej masy, która powodowała, mimo starań personelu porządkowego, osiadanie czerwonego kurzu na ubraniach, ale również w gardle i płucach nauczycieli oraz uczniów - opisuje szkolna kronika.

Nowy dyrektor męskiego liceum sięgnął więc po plany budowy gmachu, które jeszcze w 1945 r. dostał od przedwojennego nauczyciela. Były problemy z uzyskaniem kredytu, z przeciągającymi się pracami, ale w końcu chłopców przeniesiono do nowego budynku. Kilka lat później dołączyły do nich dziewczęta, szkoły połączono w jedną i tak powstało II Liceum Ogólnokształcące w Gdyni.

- Jest to najstarsze polskie liceum w Gdyni i w Trójmieście, które ma zachowaną ciągłość - podkreśla dr Maciej Żakiewicz, historyk uczący w "Dwójce".

- Nikt nie odbierze nam także tego, że to w naszej szkole ma swoje korzenie gdyńska siatkówka. Zajęcia odbywały się boso, kształciła się stopa i odbicie, a nie tylko wyskok, winda i zabij! - dodaje wuefistka starej daty, Maria Dziewałtowska-Surowiec.

Były lata, kiedy siatkarze II LO nie mieli sobie równych w województwie i w kraju. Prym wiodły też gimnastyczki na czele z mistrzynią Polski, Wiesławą Skowronek. - Był również olimpijczyk Sławomir Romanowski z Floty Gdynia. Nie raz strzelał do tarcz w szkolnym korytarzu, a my, żeby dostać się po lekcjach do szatni, chodziliśmy na czworaka. Nieco amunicji śrutowej latało nam nad głowami - śmieje się Mariusz Szymański, rzecznik pomorskiego NFZ.

Wychowanie fizyczne odgrywało w "Dwójce" ważną rolę. Poza grami zespołowymi i lekkoatletyką, nauczyciele eksperymentowali z niszowymi na Wybrzeżu dyscyplinami. Były próby treningów łyżwiarstwa szybkiego na zaimprowizowanym lodowisku przy szkole, były też zajęcia narciarstwa. - Profesor Franciszek Manikowski wyciągnął kiedyś biegówki i śmigaliśmy po ścieżkach okolicznych lasów wokół szkoły. Pierwszy raz w życiu miałem na nogach takie narty! Później pożyczyłem te biegówki i szlifowałem prawdziwe trasy w Zakopanem - nie kryje radości Sławomir Kitowski, autor i  wydawca książek oraz fotografik.

Poza sportem, uczniowie "Dwójki" garnęli się do harcerstwa. Były obozy, wyprawy i nocne ćwiczenia. - Pamiętam noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Akurat uczestniczyliśmy w nocnej grze harcerskiej. Kiedy przy akompaniamencie gitary wracaliśmy sporą grupą ulicami Gdyni zaskoczył nas widok wielu wozów milicji. Być może zaskoczenie było obopólne, bo nikt nas nie zatrzymał - wspomina prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek

Młode lwy, karne pompki i lekcje kroju

Tak wyglądała nauka obróbki metalu.
Tak wyglądała nauka obróbki metalu. repr. zdj. z kroniki II LO w Gdyni
A to już lekcja modnego kroju.
A to już lekcja modnego kroju. repr. zdj. z kroniki II LO w Gdyni
Sport i zajęcia pozalekcyjne ustępowały jednak miejsca nauce. Witold Spica próbował przekonać uczniów do literatury, Jadwiga Zakrzewska do całek, a Halina Bojarowa regularnie odpytywała na lekcjach języka rosyjskiego. Były doświadczenia w gabinetach fizycznym i chemicznym, nauka modnego kroju i prace ręczne. W czasie przerw palenie za narożnikiem szkoły, a czasami też niedozwolone wyprawy.

- Chodziliśmy razem z Witkiem na film "Młode Lwy", który leciał w gdyńskim kinie Atlantic. W maju 1962 roku byliśmy na nim około 10 razy, oczywiście w godzinach szkolnych. Do dziś pamiętam główną rolę Marlona Brando - wspomina Apoloniusz Łysejko.

Młodzi kinomani zostali tymczasowo zawieszeni w prawach ucznia. Jeszcze kilka lat wcześniej groziłoby im wyrzucenie ze szkoły. Do dziś w "Dwójce" wyrozumiałość sąsiaduje z dyscypliną. - W każdym razie, kiedy czasami coś się wymskło, to były karne pompki i przysiady. Może to nawet dobrze wpłynęło na nasze figury - śmieje się Marcelina Osińska, kapitan Cheerleaders Gdynia, która opuściła szkolne mury kilka lat temu.

Co roku ukończeniem "Dwójki" może pochwalić się ponad dwieście osób. Wśród absolwentów są między innymi: były minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Janusz Kaczmarek, były przewodniczący NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek oraz biznesmen Ryszard Krauze. II LO ukończyli także neurochirurg prof. Paweł Słoniewski, malarz prof. Kiejstut Bereźnicki, poeta Ernest Bryll i gitarzysta "Czerwonych Gitar" Jerzy Kossela.

Starsi absolwenci pamiętają przeważnie lekcje jęz. angielskiego i rosyjskiego. Młodsi głównie francuskiego. W latach 90. w szkole nastąpiła rewolucja. "Dwójka" postawiła na język Napoleona, BalzacaLouisa de Funès.

- Szkoła słynie przede wszystkim z oddziałów dwujęzycznych, które są z językiem francuskim. Mamy trzy przedmioty, które nauczane są w tym języku: chemię, historię i geografię - wyjaśnia Elżbieta Zaręba, dyrektor II Licem Ogólnokształcącego.

Francuskiego uczą się się nie tylko w szkole, ale też podczas pobytów we Francji. - Uczniowie III klasy liceum oddelegowani są do uczenia się w liceach francuskich. Wyjeżdżają na rok, zdają maturę i dzięki temu mają możliwość studiowania we Francji - opowiada nauczyciel jęz. francuskiego, Sławomir Tyborski.

Ponadto wśród kilku szkolnych teatrów działa także francuskojęzyczny. Uczniowie prezentowali się już we Francji i na Litwie. Teraz czeka ich wyjazd do Turcji. - Francuski jest językiem niszowym, a młodzież chce być inna w tym wieku, więc francuski doskonale wpisuje się w ich inność. Poza tym pracodawcy nie pytają już, czy ktoś zna angielski. Pytają: co jeszcze? I francuski jest dodatkowym argumentem przy staraniu się o pracę - przekonuje Tyborski.

Szkoły z historią to cykl poświęcony dziejom trójmiejskich gmachów i szkół, które w nich funkcjonują. W kolejnym odcinku zaprezentujemy VIII Liceum Ogólnokształcące w Gdańsku.

Opinie (81) 9 zablokowanych

  • lata 1964-1968

    To były najpiękniejsze lata. Wspaniali nauczyciele, "Sroga" pani Dyrektor. Niezapomniana atmosfera.
    Niezapomniane przyjaźnie.

    • 0 0

  • II LO (1)

    Szkoda, że nikt w artykule nie wspomniał o śp. panu Andrzeju Pawlinie, który prowadził przez wiele lat (do niedawna) koło teatralne i uwrażliwiał uczniów na poezję.

    • 15 0

    • Najlepszy Polonista jakiego poznałam!

      Byłam uczennicą P. Pawliny przez całe 5 lat i to było niesamowite. Jeden z niewielu ludzi z pasją, który nauczył mnie interpretować malarstwo i poezję... niesamowicie Piękna Dusza. A wycieczka do Krakowa i nocne "nielegalne" spacery z P. Pawliną - to są wspomnienia! Zasłużył na największy Szacunek.

      • 1 0

  • Szkoda. (5)

    Szkoda, że w artykule brak wzmianki o legendarnej dyr. Tymeckiej. Rygor jakim poddawani byli uczniowie w czasach jej panowania, dzisiejszej młodzieży kojarzyłby się raczej z zakładem karnym. Wspomnienia brzmiące obecnie jak anegdoty wywołują po latach uśmiech i zadumę nad przeobrażeniami świata.
    A kto pamięta egzaltowaną "Marysieńkę" i prowadzącego chór "Fela"?

    • 32 0

    • "Marysieńka"

      Prof. Wójtewicz uczyła nas łaciny, wkuwaliśmy na pamięć "Aurea prima sata est aetas quae vindice nullo..." Była faktycznie egzaltowana i chodziła z głową w chmurach. Można było ją "wkręcić" w rozmowy o teatrze i wtedy zapominała o odpytywaniu. Jej mąż, (chyba był polonistą) prowadził chór i pamiętam jak ustawiał nas przed każdą próbą : "chłopcy do tyłu, dziewczynki do przodu a alty z lewej" Byłam niestety w tej trzeciej płci, czyli altach ;-)

      • 0 0

    • moje liceum/w latach 56-60

      pamietam wychowawcę p.Felicja Szczesna-cudowny czlowiek.Pozdrawiam wszystkich kolegów i kolezanki z tamtych lat.Maria Krystyna

      • 1 0

    • wspomnienie prof.M.Tymeckiej

      oczywiście rygor! obowiązkowe tarcze szkoły na rękawach, granatowe berety z czerwonym otokiem,zimą dozwolone białe lub granatowe chustki na głowę,granatowe fartuszki , strój galowy- białe bluzki z marynarskim kołnierzem i plisowane granatowe spódniczki.
      Oczywiście pp.Marię i Felicjana Wójte(o)wiczów też pamiętam.

      • 3 0

    • o dyr Tymeckiej...

      ...lepiej milczeć, bo nic dobrego powiedzieć sie nie da. Straszliwe śledztwo prowadziła, kiedy napis nad wejściem do auli : ,,Uczyć się, uczyć się, uczyć się. Lenin" ktoś zmienił na ,,Lenić się, lenić się, lenić się. Uczeń" Nikt się nie wysypał, a śledztwo musiała umorzyc :-))

      • 6 1

    • Conradinum w Gdansku Wrzeszczu takze mialo

      bardzo surowych wykladowcow. Dyscyplina prawie jak w wojsku. Ale dzisiaj uwazam ze bylo to sluszne postepowanie. Studenci powinni wiedziec kto jest bossem. To co dzieje sie w wielu obecnych szkolach na swiecie (nie tylko w Polsce) to degrengolada. Mimo wszystko wspominam zwoje lata w mojej szkole jako najpiekniejszy rozdzial w zyciu.

      • 3 2

  • Ale wypracowanie,

    Wysmarowane wg przepisu "moje piękne" wspomnienia. Szkolna rozprawka na 3=. Szkoda, że nie ma anegdot. Wspomniani Kuper, Spica czy Manikowski to były barwne postaci, niekoniecznie w pizytywnym znaczeniu. Nikt nie wspomina Spicowej??? Durna laurka, nie fajny artykuł o szkole, śmieje się jedna z absolwentek (taka próbka stylu autora).

    • 1 0

  • Romanowski

    Był również olimpijczyk Sławomir Romanowski z Floty Gdynia. Nie raz strzelał do tarcz w szkolnym korytarzu, a my, żeby dostać się po lekcjach do szatni, chodziliśmy na czworaka. Nieco amunicji śrutowej latało nam nad głowami - śmieje się Mariusz Szymański, rzecznik pomorskiego NFZ.

    Był moim trenerem, nikomu po głowach nie strzelaliśmy. Nobra, raz odstrzelilem butelkę z pastą do podłogi.

    • 1 0

  • chodzilem do 2ki , 1.5 roku potem 3ka (1)

    Pamietam dyr. Tymecka , szerokie schody , biegi wokol liceum, budowanie schronow czyli wykopow wokol liceum wedle wskazanian nauczyciela ktorego nazywali niektorzy geobelsem i ze wszyscy w garniturach z przysztym znaczkiem liceum co bylo pilnie sprawdzane na wejsciu ...

    • 4 1

    • geobelsem

      Przez wszystkich. (Starsi pierwszaków napuszczali, że dyra woła profesora Goebbelsa.) Mąż Krwawej Mańki.
      "Idzie odwilż, profesor Manikowski, wylewa boisko" - "Babcia" Zakrzewska.

      • 0 0

  • anka (4)

    moja 'buda"- Rylski od fizyki, Manikowska od polaka, żukowska od matmy- fajne czasy - 2 połowa 80 tych.dyscyplina, fartuchy,"tramwaj", fajne lekcje plastyki i zpt- fajne czasy!!!

    • 33 0

    • Manikowska

      Krwawa Mańka

      • 4 0

    • p. Regina Żukowska - jeden z nielicznych PEDAGOGÓW w II LO

      No i potrafiła swoim Istnieniem zachęcić nawet do piątkowych zajęć fakultatywnych z matmy... Cud II L.O. a może i całej Gdyni. Maturę z matmy po Jej nauczaniu pisałoby się w 15 minut na 7-kę (gdyby były takie stopnie).
      Ba! Jak komuś wychodził błędny wynik na lekcjach, to potrafiła dostrzec powód błędu i uznać zadanie mimo złego wyniku (oceniała też ściężkę dochodzenia do wyniku ;). Mistrzostwo!

      • 7 0

    • (1)

      Pani Regina Żukowska była wspaniała!!

      • 26 1

      • miala weza w kieszeni..

        • 0 3

  • Szkoła na górce - ciągle pod górkę (2)

    A ja pamiętam lekcje języka polskiego z panią profesor Marią Mańkowską. Tego nie da się zapomnieć. Na samą myśl o języku polskim biorę tabletki uspakajające. Pozdrawiam absolwentów klasy z profilem humanistycznym.

    • 21 0

    • biol-chem

      Biol-chem też miała polski z Krwawą Mańką. Kochałem te lekcje i nienawidziłem. Poza nałogiem była też niesprawiedliwa i wymagająca.

      • 3 0

    • Oj, tak... Pani Mańkowska o monopolowym oddechu. Pamiętam.

      • 13 1

  • 76-80 (3)

    Wspaniałe to były lata. Mimo wszystko z rozrzewnieniem wspominam nawet nawet lekcję polskiego z panią prof Marią Manikowską podczas której dostałem 9 ocen niedostatecznych z "Ody do młodości" - co i tak nie było rekordem bo kolega Andrzej W. dostał w tym samym czasie 11 (lub 13 - nie pamiętam już dokładnie) - przed ostatnią za to, że wychodząc z klasy trzasnął drzwiami, a ostatnią za to, że nie wrócił ..... już nigdy :-(
    Andrzej pojawił się w 2010 na zjeździe absolwentów (mimo iż z wiadomych względów szkoły nie ukończył) - mieszka poza Polską i(jak sam stwierdził) dobrze Mu się wiedzie.

    • 5 0

    • (1)

      Ja dostałam dwie 2 z Pana Tadeusza , po czym zrobiła sprawdzian na tej samej lekcji z tego samego i dostałam 3 i się zdziwiła, że tak dobrze się nauczyłam.

      • 4 0

      • Jezioro łabędzie

        Urządziła nam raz "jezioro łabędzie" z przeczytania "Tartuffa". Na miły Bóg! Do dzisiaj nie wiem, skąd ona wytrzasnęła jakie to były dokładnie papiery przechowywane przez Orgona. Na łożu śmierci będę jej to pamiętał.

        • 2 0

    • Krwawa Mańka

      Z jednej strony mam do Krwawej Mańki stosunek ambiwalentny, z drugiej strony takiego wycisku z myślenia nawet od "Babci" Zalewskiej nie dostałem.

      • 4 0

  • 71-75 (1)

    najwspanialsze lata, choć drzało sie przed rosyjskim, geografią. wspaniali nauczyciele prof. Duda, kazia, prof. Buraczewska. mógłbym przerobic te cztery lata jeszcze raz

    • 9 0

    • rosyjski

      Na rosyjski, jak uczniowie Alcybiadesa, miałem sposób, skoro się go uczyłem, to się go nauczyłem. Dzięki temu na przełomie 70/80 dotarł do mnie jurajski renesans Roberta T. Bakkera, spreading i tektonika płyt.

      • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jan Heweliusz - astronom, rajca miejski i dyplomata
Jan Heweliusz - astronom, rajca...
wykład
lis 30
wtorek, g. 19:00
Online
Sieci Widma - Wystawa Ghost Diving
Sieci Widma - Wystawa Ghost Diving
spotkanie, wystawa, pokaz
maj 29-31.12
g. 11:00, 12:30, 14:00
Gdynia, Akwarium Gdyńskie
Forum Młodych 2021
Forum Młodych 2021
forum
lis 30-2.12
wtorek - czwartek
Gdańsk, Europejskie Centrum Solidarności

Sprawdź się

Sprawdź się

Wybierz poziom

Węgiel kamienny jest skałą pochodzenia...?

 

Najczęściej czytane