Wiadomości

stat

Godziny, napiwki, umowy. Blaski i cienie pracy w gastronomii

W lokalach położonych blisko szlaków turystycznych w weekend można zarobić nawet 1000 zł z samych napiwków.
W lokalach położonych blisko szlaków turystycznych w weekend można zarobić nawet 1000 zł z samych napiwków. fot. GaudiLab/fotolia.pl

Ogłoszeń oferujących pracę w gastronomii przybywa szczególnie latem. Do Trójmiasta przyjeżdża coraz więcej turystów, a restauratorzy potrzebują dodatkowych rąk do pracy. Pracy, która niestety dobrą sławą się nie cieszy, ponieważ dla wielu osób równoznaczna jest z wakacyjnym wyzyskiem - bez umowy, za głodowe stawki. Inną kwestią są napiwki, które podobno pozwalają zapewnić sobie drugą, albo i trzecią pensję. Jak jest naprawdę?



Czy kiedykolwiek pracowałe(a)ś w gastronomii?

tak, wciąż pracuję 23%
miałe(a)m taki epizod 36%
zdarza mi się dorabiać w gastronomii, ale nie jest to moje główne zajęcie 3%
nie, nigdy nie pracowałem w tej branży 38%
zakończona Łącznie głosów: 690
- Pamiętam parę, której pies załatwił swoją potrzebę fizjologiczną we wnętrzu restauracji, właściciele psa niczym niezrażeni opuścili lokal, a biedny kelner musiał sprzątnąć "niespodziankę". Oczywiście, napiwku z tego stolika nie było - opowiada Kinga, która od kilku lat pracuje w gastronomii.
Choć, jak twierdzi Krzysztof, od niemiłych gości gorsi są sami właściciele lokali, którzy wiedzę o tym biznesie czerpią z... "Kuchennych Rewolucji". Praca w gastronomii do łatwych nie należy. Nic więc dziwnego, że w czasach tzw. rynku pracownika, także w tej branży coraz trudniej o kelnera i barmana.

Płace

O niskich stawkach wspomina większość pracowników, którzy swoją historię z gastronomią rozpoczęli kilka lat temu, wtedy normą była stawka 5-6 zł za godzinę. Podniesienie minimalnej stawki godzinowej oraz dynamiczne zmiany na rynku pracy spowodowały dużą zmianę w tym aspekcie. Większość moich rozmówców przyznała, że ich obecna stawka godzinowa wynosi od dziesięciu do kilkunastu złotych za godzinę.

- Swoją przygodę z gastronomią zacząłem 15 lat temu, początki były trudne, nie dość, że byłem chłopcem na posyłki oraz pracowałem na zmywaku, to jeszcze dostawałem pensję w wysokości 4,5 zł za godzinę - wspomina Krzysztof.
- Sytuacja na rynku pracy zmienia się zdecydowanie na plus. Stawki godzinowe rosną, jeszcze kilka lat temu płaciło się ok. 6 zł za godzinę, teraz pracownicy dostają od 10 do 15 zł zależnie od stanowiska. Zmienia się też podejście pracodawców do nowo zatrudnionych osób, dlatego że diametralnie zmienił się rynek pracy z tzw. rynku pracodawcy na rynek pracownika. Kiedyś to pracodawca dostawał po kilkadziesiąt CV, teraz pracownicy wybierają, gdzie chcą aplikować, a zadaniem pracodawcy jest zaprezentować się od jak najlepszej strony - przyznaje restaurator Łukasz Pellowski.
Napiwki

Stosunkowo niskie stawki godzinowe w gastronomii miały wynagradzać pracownikom sowite napiwki.

- W zależności od rodzaju lokalu i klienteli zdarza się zarobić drugą, a nawet trzecią pensję. Liczą się twoje starania, jeśli jesteś dobry w tym, co robisz i lubisz pracę z ludźmi, to twoje zarobki mogą być naprawdę zadowalające. Często ludzie, którzy zdecydowali się na pracę w gastronomii na studiach, kontynuują tę pracę, bo liczą się dla nich pieniądze. Jeśli pracujesz za barem albo na sali, stały dopływ sporej gotówki jest bardziej kuszący niż najniższa krajowa w wyuczonym zawodzie - mówi Kinga, pracująca od kilku lat w gastronomii.
- Duże napiwki zdarzają się zwłaszcza w miejscach turystycznych, takich jak ul. Długa w Gdańsku czy okolice Monciaka w Sopocie. Czasem zdarzało mi się zarobić tam dodatkowe 1000 zł w weekend. Miejsca położone na uboczu generują ok. 80 proc. pensji w napiwkach - mówi Jarek, pracujący w gastronomii od 8 lat.
- Napiwki to średnio 100 zł dziennie. Wszystko zależy od miejsca i pory roku - przyznaje Łukasz, kelner. - Sezon na ul. Długiej to ok. 5-6 tys.
Zależnie od lokalu napiwki dzielone są różnymi systemami. W niektórych miejscach normą jest, że zabiera je osoba, która pieniądze dostała, w innych dzielone są między wszystkie osoby pracujące na zmianie. Istnieje też zwyczaj, według którego kelnerzy zostawiają kuchni ok. 20-30 proc. sumy napiwków.

- W wielu lokalach napiwki nie są tak wysokie, jak powinny być, za to duża jest odpowiedzialność pracowników, którym np. potrąca się z wypłaty braki po inwentaryzacji. Często też napiwki są dzielone po równo na wszystkie działy, albo ustalony jest procent, który dostają pracownicy - dodaje Kinga.
Godziny pracy

Decydując się na pracę w gastronomii, szczególnie w sezonie, musimy liczyć się z tym, że przepracujemy znacznie więcej godzin niż wynosi standardowy etat.

- Sezon wymaga większego nakładu pracy, zatrudniamy wtedy dodatkowe osoby, a stali pracownicy często pracują ponad swój standardowy wymiar godzin. Oczywiście, nadgodziny są dodatkowo płatne - mówi Łukasz Pellowski.
Pracownicy lokali gastronomicznych przyznają, że w sezonie pracują ok. 220-260 godzin miesięcznie. Kucharzom zdarza się nawet 300. Przeważnie zmiany trwają od 8 do 12 godzin, jednak praca po 12-15 godzin też nie jest dla pracowników gastronomii niczym nowym.

Umowa

Najbardziej kontrowersyjną stroną pracy w gastronomii jest kwestia umowy. Właściciel jednego z popularnych gdańskich lokali przyznał, że Trójmiasto rządzi się swoimi prawami i sporo pracodawców zatrudnia ludzi na czas sezonu po to, żeby maksymalnie ich wykorzystać. W kuchniach pracuje dużo osób przybyłych zza granicy, które nie mają pozwolenia na pracę, więc zgadzają się na każde zaproponowane im warunki. Wszyscy rozmówcy przyznają, że umowa o pracę w tej branży to prawdziwa rzadkość. To duży problem, kiedy pracownik planuje związać z gastronomią swoją przyszłość.

- 80 proc. restauratorów w Trójmieście oraz innych większych miastach oszukuje swoich pracowników właśnie na umowach. Dostajemy umowy zlecenie, a jeśli już komuś uda się wykłócić i dostać umowę o pracę to jest ona na czas określony i z najniższą krajową, resztę pieniędzy dostaje się pod stołem. Pracodawcy boją się przelewać pieniądze na konto, żeby nie namierzył ich urząd skarbowy. W tym momencie pracownik nie ma szans na uzyskanie w banku kredytu, nawet jeśli dobrze zarabia - mówi Krzysztof.
Kucharze potrafią spędzać w pracy nawet 300 godzin miesięcznie.
Kucharze potrafią spędzać w pracy nawet 300 godzin miesięcznie. fot. santypan/fotolia.pl
Widać jednak światełko w tunelu - według Okręgowego Inspektoratu Pracy w Gdańsku na przestrzeni lat pojawiła się nieduża poprawa w zakresie legalności zatrudnienia. Inne uchybienia pozostają jednak na tym samym poziomie.

- Na podstawie analizy działalności kontrolno-nadzorczej prowadzonej w latach 2012-2016 wśród pracodawców i przedsiębiorców prowadzących działalność w dziale PKD 56 (działalność usługowa związana z wyżywieniem) można zauważyć, iż liczba stwierdzonych przez inspektorów pracy nieprawidłowości jest niezmienna. Świadczy o tym liczba wydawanych przez inspektorów pracy środków prawnych. Odnotowana jest jednak niewielka tendencja wzrostowa w zakresie zawierania umów o pracę - mówi Krzysztof Lisowski, zastępca okręgowego inspektora pracy w Gdańsku.
Kontrole przeprowadzane były głównie w lokalach znajdujących się w obrębie pasa nadmorskiego. Wśród stwierdzanych przez urzędników nieprawidłowości dotyczących legalności zatrudnienia znajdują się: dopuszczanie do pracy pracowników bez zawarcia z nimi pisemnej umowy o pracę, brak zgłoszenia do ubezpieczenia społecznego osób zatrudnionych, nieterminowe płacenie składek na Fundusz Pracy, zawieranie umów cywilnoprawnych w warunkach wykonywania pracy, które powinny być określone umową o pracę oraz inne nieprawidłowości, takie jak brak badań profilaktycznych wstępnych i okresowych, brak szkoleń wstępnych i ogólnych w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy.

W roku 2012 Okręgowa Inspekcja Pracy przeprowadziła 173 kontrole, w roku 2016 było ich już 228. Przez ten czas procent osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę wzrósł jedynie o 4,5 proc.

Inne aspekty pracy w gastronomii

Pracujący w gastronomii zwracają uwagę nie tylko na napiwki, godziny czy umowy, ale też na inne nieodłączne aspekty pracy w tej branży. Są nimi niewątpliwie klienci oraz szefostwo.

- Na przestrzeni ostatnich lat mocno zmieniła się klientela - przyznaje Kinga. - Nastały czasy, kiedy większość naszego społeczeństwa stać na pójście do knajpy, niestety większość zupełnie nie jest tego nauczona. Nagminnie zdarzają się goście, którzy już od progu wykrzykują swoje uwagi, czasem wręcz znęcają się nad obsługą.
- Kolejną bolączką są biznesmeni, którzy z nadmiaru pieniędzy wymyślili sobie, że będą teraz prowadzić knajpę. Przeczytali trzy książki Agnieszki Maciąg i obejrzeli dwa odcinki "Kuchennych Rewolucji", więc czują się kompetentni i najmądrzejsi. Przez cały czas musisz z nimi walczyć, próbując korzystać ze swojej wiedzy i doświadczenia - dodaje Krzysztof.
Inną, często wskazywaną wadą pracy w gastronomii jest czas pracy, który nie sprzyja życiu prywatnemu i utrzymywaniu relacji interpersonalnych. Najczęściej pracuje się wtedy, kiedy inni ludzie mają wolne. Marek, barman, przyznaje, że trudno jest utrzymać związek, kiedy przez 4-5 dni w tygodniu pracuje się nocami.

Wszyscy moi rozmówcy zgodnie przyznają jednak, że praca w gastronomii ma też swoje zalety, przede wszystkim można poznać wielu nowych ludzi i nawiązać interesujące kontakty.

- Świat gastronomii jest dziwny, bardzo barwny, ale przede wszystkim mały. Każdy z nas się zna, odwiedzamy się w swoich knajpach, czasem polecamy ludzi do pracy. Tym klimatem się przesiąka i choć człowiek może opuścić pracę w gastronomii, to doświadczenia w niej nabyte nigdy go nie opuszczą - mówi Kinga.

Opinie (186) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Sprawdź się

Wybierz poziom

Wskaż rośliny uprawiane na olej: